Biblioteka Centralna w Rudzie Śląskiej

Wpis

środa, 14 października 2015

"Właśnie przeczytałam..."

Witam wszystkich zaGNIEWanych!

gniew

Dopiero co przeczytałam „Gniew” Zygmunta Miłoszewskiego. Książka ta, podobnie jak pozostałe tytuły tego autora, będące w zbiorach biblioteki, już od premiery cieszy się niesłabnącą popularnością. Obecnie autor jest jednym z najpoczytniejszych twórców współczesnego kryminału polskiego. Ale czy zasłużenie? Zapewne duża w tym zasługa kręconych, prawie na pniu, adaptacji filmowych jego dzieł. Z bibliotekarskiego doświadczenia wiem, że X Muza skutecznie napędza rynek czytelniczy. Niejedna książka po ekranizacji przeżywała renesans swego zaistnienia. Tak to już jest w dzisiejszej kulturze piktograficznej, że obrazek bardziej przemawia do ludzi niż słowo pisane.
No cóż, po lekturze słowa pisanego mam nieoparte wrażenie, że „Gniew” jest bardzo podobny do wizerunku medialnego Pana Miłoszewskiego, oczywiście zastrzegam, że w moim odczuciu. Odbieram go  jako gładkiego, kulturalnego, poprawnego, ugrzecznionego, ale naznaczonego , trudną do wytłumaczenia skazą. Ten sam problem mam z powieścią. Niby świetnie skonstruowana, z licznymi zwrotami akcji. Rozdziały poprzedzone Homerowskimi argumentami, w stylu radiowych wiadomości dnia, które konturują tło wydarzeń. Narracja prowadzona doskonałą polszczyzną, przetykaną od czasu do czasu wulgaryzmem i obsceną, stosowanymi, zapewne w celu uwiarygodnienia treści. Postacie dobrze skrojone, aczkolwiek czasami zbytnio szeleszczące papierem. Główny bohater Teodor Szacki , snobistyczny, metroseksualny sobek, ale nie pozbawiony autoironii. (Więc) o co chodzi??? Szczerze mówiąc, nie wiem. Wśród ogólnych achów! i ochów! nad książką, mnie się nie podobało. Chociaż wybór tematu powieści wydaje mi się bardzo interesujący i nośny. Szerząca się między ścianami mieszkalnymi przemoc domowa jest plagą, powodem wielu nieszczęść, których sprawcy bywają bezkarni, a ofiary nie otrzymują należnego zadośćuczynienia. Anioł Zemsty w postaci Supermana, stygmatyzującego kata, a chroniącego ofiarę byłby mile widziany, ale zdecydowanie lepiej byłoby gdyby tą rolę przejęła karząca ręka sprawiedliwości, byle nie Prawa i Sprawiedliwości (taka mała osobista dygresja). Jeżeli chodzi o fabułę powieści to, głównie mam zastrzeżenia do „opakowania” tematu, którego poszczególne wątki narracyjne zdają się być na tyle wątłe, że nie udźwignęły ciężaru akcji i doprowadziły do powstania kolejnej opowieści z cyklu ’’o górze, która urodziła mysz”.

Na plus autorowi muszę zaliczyć sugestywny spacer po Olsztynie, znajomość topografii okolic oraz propagowanie silnie rozbudzonego patriotyzmu lokalnego Warmiaków. Dziękuję również Panu Zygmuntowi za zwrócenie uwagi na możliwości sublimacyjne popularnego Kreta (nie mylić z Jarosławem). Ten detergent nie zagości już w moim domu, aby nie stwarzać okazji do zbrodniczych działań (wiadomo okazja czyni złodzieja), a i osoby nabywające większe ilości tej chemicznej zasady, pozostaną pod moją dyskretną obserwacją, aż do momentu powiadomienia odpowiednich służb. Na zakończenie pozwolę się nie zgodzić ze zdaniem Pana Szackiego, że tu cytat „Żenia bardzo łatwo zaczynała kląć, uważał, że to słodkie". Wasza Bibliotekarka nie zna osobiście Żeni, ale jest przekonana, że żadna przeklinająca kobieta nie może być słodka. Chyba, że tak słodka jak bywa trucizna. Tym autorytatywnym stwierdzeniem śpieszę się z Wami pożegnać, by zdążyć przed nieuchronnie zapadającym jesiennym zmierzchem, który niewątpliwie sprzyja czytaniu. Zatem do lektury marsz!

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
czytelnia123
Czas publikacji:
środa, 14 października 2015 17:51

Polecane wpisy