Biblioteka Centralna w Rudzie Śląskiej

Wpisy

  • środa, 12 kwietnia 2017
    • ... znów w podskokach nadeszły święta...

      najserdeczniejsze_zyczenia_zdrowych_radosnych_6436

                                                życzą  Wasze Bibliotekarki.

      Żeby nie było tak ludycznie, a bardziej podniośle, to wczytajmy się w słowa Zbigniewa Herberta -  to mówi Pan Cogito:

                                                                     

      Rozmyślenia Pana Cogito o odkupieniu

      Nie powinien przysyłać syna

      zbyt wielu widziało
      przebite dłonie syna
      jego zwykłą skórę

      zapisane to było
      aby nas pojednać
      najgorszym pojednaniem

      zbyt wiele nozdrzy
      chłonęło z lubością
      zapach jego strachu

      nie wolno schodzić
      nisko
      bratać się krwią

      nie powinien przysyłać syna
      lepiej było królować
      w barokowym pałacu z marmurowych chmur

      na tronie przerażenia
      z berłem śmierci

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      środa, 12 kwietnia 2017 14:59
  • poniedziałek, 10 kwietnia 2017
    • "Właśnie przeczytałam..."

      507350352x500

      Czy w „Kolejności” ważna jest kolejność pojawiających się zwłok? Pytanie o tyle zasadne, że odkrywane ciała bestialsko zamordowanych ofiar są ponumerowane. Co jest powodem tego osobliwego naznaczenia, jaki motyw kieruje niewidzialnym i nieuchwytnym mordercą? To zagadka, którą usiłują rozwikłać policjanci z jeleniogórskiej komendy: komisarz Marek Iwanowicz i podkomisarz Jacek Gawłowski, przy pomocy załogi kowarskiego posterunku. Rzecz dzieje się właśnie w Kowarach, miasteczku popadającym w całkowitą ruinę po upadku przemysłu, ożywionym jedynie nadzieją rewitalizacji zlikwidowanych kopalń dla celów turystycznych , między innymi jedna z tych dolnośląskich kopalń staje się miejscem zbrodni. Dosięgająca miasto i ludzi degradacja społeczna potęguje odczucie grozy w kontekście psychopatycznych zbrodni, na pierwszy rzut oka zupełnie przypadkowych osób. Dlatego też wydaje się, że organom ścigania trudno będzie znaleźć  punkt zaczepienia, przeniknąć zamiary mordercy. Jednak zdeterminowani śledczy nie poddawają się , mozolnie, krok po kroku, prawie że po omacku, kierując się instynktem w końcu natrafiają na ślad, wydarzenie z przeszłości, które, po wielu latach zaowocowało tak okrutną zemstą.

      Dla dwójki dochodzeniowców nie była to pierwsza tak trudna sprawa. Naszych bohaterów spotykamy we wcześniejszej części cyklu o Komisarzu Iwanowiczu i Podkomisarzu Gawłowskim  pt. „Zapora”, a  następnie w kolejnej zatytułowanej „Lęk”. I  jak to zazwyczaj z cyklami bywa, intryga kryminalna stanowi zamkniętą całość w obrębie poszczególnych tomów, ale losy głównych bohaterów toczą się niezależnie od prowadzonych spraw. Dlatego też  przyczyny dręczących Iwanowicza wspomnień należy szukać w narracji „Zapory”, której biblioteka  nie posiada, niestety. Zatem czytelnik pozostaje uboższy o pełnię wiedzy na temat swojego bohatera, za to wspomniany bohater staje się postacią częściowo tajemniczą, co skłania odbiorcę do konfabulacji na temat nieznanych faktów z jego życia prywatnego. Jak mawia klasyk: są to „plusy ujemne, a może i dodatnie”  przytaczanej lektury wyjętej z kontekstu cyklicznego? Któż to wie! Na pewno ten kto przeczyta „Kolejność”, podobnie jak Wasza Bibliotekarka, w oderwaniu od reszty. Ona  nie zgłasza pretensji, wręcz przeciwnie jest bardzo kontenta i z wielką ochotą zachęca do recepcji, nie tylko tej książki Huberta Hendery(a!) (nie mam pewności co do końcówki). Myślę, że nazwisko warte zapamiętania, Hubert Hender powtarzam to z niekłamanym entuzjazmem! Dodam jeszcze niewielki konterfekt i parę słów charakterystyki, czyli POSZUKIWANY HUBERT HENDER…

      91650140x2001

        Kolekcjoner i miłośnik książek. Zaczytany w Dostojewskim, Kunderze, Hrabalu i Eco. Ceni też dobry kryminał i powieść grozy, dlatego w jego twórczości można odnaleźć elementy obu tych gatunków. Wielbiciel gór i mrocznych miejsc. A przy tym nieumiarkowany kawosz.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 kwietnia 2017 14:21
  • sobota, 01 kwietnia 2017
    • SŁOWEM PODSUMOWANIA

      DSC_1944

      Witam,

      Zgodnie z planem, w miniony czwartek odbyło się spotkanie z panią Sylwią Falkiewicz, praktykującą weganką, która w sposób niezwykle zajmujący starała się przybliżyć mięsożernym - weganizm właśnie. Daleka od narzucania swoich poglądów na temat odżywiania, wprowadziła zainteresowanych w kolorowy świat kuchni wegańskiej, gdzie królują: soczewica, ciecierzyca, fasola... Idzie wiosna, a za nią lato, to czas, w którym matka natura nie skąpi warzyw i owoców, dobry czas dla wegan, ale też dla tych, których nuży (z całym szacunkiem) rolada, kluski i modro kapusta. Chętnych (do dobrej zmiany) odsyłam do poczytania bloga naszej prelegentki Wegański blog. Wszystko jest w głowie. Polecam smalec z fasoli! A desery... palce lizać!
      Serdecznie zapraszam na kolejne spotkania z panią Sylwią Falkiewicz, które odbędą się 27 kwietnia i 30 maja br. o godz. 18 w Centralnej Wypożyczalni.

      Wasza Bibliotekarka

       DSC_1945

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      sobota, 01 kwietnia 2017 11:15
  • czwartek, 30 marca 2017
    • MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KSIĄŻKI DLA DZIECI 2 KWIETNIA

      2 kwietnia na całym świecie obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci. Święto zostało ustanowione w 1967 roku przez IBBY.  

      Co roku inny kraj jest gospodarzem tego dnia projektując i rozsyłając plakat z mottem.

      Tegorocznym gospodarzem święta jest Rosja. Polsce przypadł ten zaszczyt w 1980 roku, motto „Książka moim oknem na świat” wymyślił Wojciech Żukrowski, a plakat projektował Jerzy Czerniawski.

      Data nie jest przypadkowa – to dzień urodzin Hansa Christiana Andersena – Duńczyka, którego baśnie znają dzieci w wielu zakątkach naszego globu.

      Celem święta jest rozpowszechnianie czytania dzieciom i uświadamianie jak jest ważne oraz jak wielki wpływ ma na rozwój dziecka.

      Oddział Dziecięcy we współpracy z Mediateką zorganizował z tej okazji imprezę multimedialną dla uczniów klasy IV Szkoły Podstawowej nr 4 oraz dzieci z Niepublicznego Przedszkola Żaczek. Oto relacja ze spotkania:

       

      28_i_29

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 marca 2017 12:43
  • piątek, 24 marca 2017
    • ROK RZEKI WISŁY 2017

       

      1467 był pierwszym rokiem wolnej żeglugi na Wiśle. Rozpoczął się wtedy ponad 300 letni „Złoty Okres” żeglugi Wiślanej.

      22 czerwca 2016 Sejm przyjął uchwałę, w której ustanowił rok 2017 Rokiem Rzeki Wisły, ponieważ na ten rok przypada 550 rocznica pierwszego wolnego flisu na Wiśle.

      Z tej właśnie okazji Dział Dziecięcy Centralnej Wypożyczalni  i Mediateka zaprosiły uczniów klas II Szkoły Podstawowej nr 4 na baśniową podróż po miastach leżących nad Wisłą.  

      Dzieci obejrzały filmiki o poszukiwaniu źródeł Wisły, o smoku wawelskim, podróżowały wirtualnie z biegiem rzeki”, poznały legendę o jej powstaniu, a na zakończenie pokolorowały obrazki.

       

       

       

      ROK_WISY

      Ciąg dalszy nastąpi...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      piątek, 24 marca 2017 13:32
  • środa, 22 marca 2017
    • Zaproszenie na spotkanie...

       

      Witam i informuję, że:

      Dnia 30.03.2017 r. o godz. 18:00 w Bibliotece Centralnej w Wirku

      odbędzie się spotkanie czytelnicze z Panią

      SYLWIĄ FALKIEWICZ,

      praktykującą weganką, popularyzatorką

      wegańskiego stylu życia i przyszłą autorką książki o weganizmie.

       

      Współczesny człowiek ma tak niewielki wpływ na utrzymanie w zdrowiu i witalności własnej osoby, że odżywianie może stać się dziedziną pełnej kontroli nad tym elementem ludzkiej egzystencji. Oczywiście trzeba jednak pamiętać, aby po drodze nie zgubić  zdrowego dystansu, czyli nie utracić kontroli nad tą kontrolą, bo to prowadzi do patologii, a tego byśmy nie chcieli. Zgodnie z zasadą, że jesteś tym, co jesz, możemy zdecydować, kim na pewno nie chcemy być. Dlatego też człowiek, co prawda jest istotą mięsożerną, ale niekoniecznie musi nią umrzeć, pozostawiając po sobie stosy zbielałych kości braci swoich mniejszych. Współczesna nauka dowodzi, że bez mięsa i innych produktów pochodzenia zwierzęcego da się żyć, a jakość i długość tego życia bywa lepsza i większa. Do tego stylu życia namawiać nas będzie nasza prelegentka, wieloletnia weganka P. Sylwia Falkiewicz. Żywię głęboką nadzieję, że już sam widok uroczej blogerki przekona nieprzekonanych, a już na pewno skłoni do zastanowienia się nad problemem, bo jak mówi jedna z bohaterek  Sierpnia w hrabstwie Osage : „człowiek zjadając mięso karmi się strachem… zabijanego zwierzęcia”.

      Serdecznie zachęcam do uczestnictwa w spotkaniu!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      środa, 22 marca 2017 11:15
  • sobota, 18 marca 2017
    • Kącik POEtronowy.

      WITAM
      Szkoda, że ta długo wyczekiwana wiosna przychodzi wraz ze smutkiem, spowodowanym  odejściem Wojciecha Młynarskiego.  Chociaż nawet gdyby żył sto lat, to dla miłośników  jego twórczości, i tak zbyt krótko. Wszyscy zapamiętamy go jako wyjątkowego poetę, choć sam o sobie nie lubił tak mówić, wolał skromniej nazywać się tekściarzem, dodam tylko, że  wielu kultowych już piosenek , a także charyzmatycznego wykonawcę  piosenki autorskiej.  Ponadto: reżysera, satyryka, kabareciarza, artystę estradowego, librecistę,  tłumacza, przez niektórych autorów uznawanego za najwybitniejszego twórcę tekstów w powojennej historii kabaretu literackiego w Polsce. Po prostu Wojtka Młynarskiego, człowieka, który robił swoje. A oto kilka  jego tekstów:
      JKruk_20120329_MLYNARSKI_WOJCIECH_BUSKO_IMG_3420
      JAK ARTYŚCI SZLI DO NIEBA

      Czeka was, czeka was,
      Historyjka taka czeka was, jak trzeba,
      No a morał ma, że ajajaj,
      Jak to raz, jak to raz,
      Jak to dwaj artyści szli do nieba,
      Jak to do nieba artyści szli dwaj.

      Jeden - as-, jeden - as-,
      Jeden - ascetyczny koryfeusz,
      Jeden - szekspirowski wielki tuz,
      Jeden - as i koryfeusz,
      No a drugi - szarak i chudeusz,
      Co w "Makbecie" halabardę niósł.
      Jeden - as i koryfeusz,
      No a drugi - szarak i chudeusz,
      Co w "Makbecie" halabardę niósł.

      Dodajmy tu, że szarak ów,
      Co w życiu swym na scenie wyrzekł siedem słów,
      Jedną konkretną umiejętność miał:
      Potrafił zrobić mrówkę - i...
      Kolegom w krąg płynęły łzy,
      Za kulisami z mrówki każdy w głos się śmiał,
      Każdy, każdy z mrówki w głos się śmiał!

      Dobry Bóg, dobry Bóg,
      Gdy naszego tuza ujrzy, tak zawoła:
      "Ach, szanowny pan, nie może być!
      Czekaj pan, czekaj pan,
      Erudytę mam ja tu Anioła,
      Ty sobie, złotko, na spacer z nim idź!

      No a ty, no a ty,
      Ty mi zaraz, bracie, mrówkę zrobisz!" -
      Wołał Pan i śmiał się ile sił.
      "Ach, nie będę już markotny,
      Mój artysto, dzięki stokrotne!" -
      Wołał Pan i głośno brawo bił.
      "Ach, nie będę już markotny,
      Mój artysto, dzięki stokrotne!" -
      Wołał Pan i głośno brawo bił.

      Artysto, oto morał jest:
      Artysto, nad swym losem nigdy nie roń łez.
      Głowa do góry, smutki odgoń precz!
      I zapamiętaj sobie, że:
      Gdy umiesz coś - docenią cię,
      A kto i kiedy - to już całkiem inna rzecz...
      To już jest zupełnie inna rzecz!

      JESIENNY PAN

      Choć nie wiem kto to jest
      i nie wiem skąd go znam
      Codzień spotyka mnie
      Jesienny śmieszny Pan

      Parasol wielki ma
      i zmartwień trochę też
      przez pusty idzie park
      w czerwony liści deszcz

      Lecz gdy ostatni liść
      ze smutnych spadnie drzew
      on razem z białą mgłą
      rozpływa się

      Gdy park pożółknie znów
      powróci znowu tam
      jesieni szukać barw
      Jesienny śmieszny Pan

      A wtedy spotkam go
      i pójdę z nim przez park
      on będzie blisko tak
      mych rąk mych warg

      Gdy park pożółknie znów
      i biała wzejdzie mgła
      będziemy razem szli
      Jesienny Pan i ja

       

      JESTEŚMY NA WCZASACH

      Za oknami noc, w górach śniegu moc okrywa wszystko
      czort jedyny wie, co rzuciło mnie w to uzdrowisko.
      Na parkiecie szum, wczasowiczów tłum spleciony gęsto,
      siedzę tutaj sam, a przed sobą mam orkiestrę męską.
      Typ, co szarpie bas wie, że nadszedł czas, gdy w kimś na bańce
      czuła struna drgnie i rozpoczną się góralskie tańce.
      Jest górala wart taniec, gdy masz fart, gdy dziewczę kwili.
      Z basem typ to wie, więc uśmiecha się i już po chwili:

      Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
      od sympatycznego pana Waldka: "pucio-pucio"!

      Jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach,
      w "propieniach" słonecznych opalamy się.
      Orkiestra "przygryfa" "sykocznego" béguine'a,
      to nie twoja "fina, "sze" "podryfam cię"...

      Ta panna Krysia, panna Krysia
      królowała na turnusach nie od dzisiaj,
      a każdego roku właśnie o tej porze
      przyjeżdżała tu, do pensjonatu „Orzeł".
      Kuracjuszy rozmarzony wzrok
      śledził wciąż jej każdy gest i krok.

      Za oknami noc, w górach śniegu moc na drzewach wisi,
      czort jedyny wie, że basista też się kocha w Krysi...
      Wie jedyny czort, co kosztuje to, by wciąż od nowa
      brać kontrabas i tłumiąc pożar krwi tak anonsować:

      Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
      od sympatycznego oczywiście niewątpliwie pana Mietka: pucio-pucio!

      Jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach,
      w "propieniach" słonecznych opalamy się.

      A panna Krysia, panna Krysia
      z panem Mietkiem, co się tuż przed chwilą przysiadł
      przemierzała wzdłuż i wszerz parkietu przestrzeń,
      ale nigdy nie spojrzała ku orkiestrze,
      skąd basisty rozmarzony wzrok
      śledził wciąż jej każdy gest i krok.

      Za oknami noc, w górach śniegu moc okrywa wszystko,
      cały turnus śpi, a wśród innych śni i nasz basista,
      że dokoła szum, na parkiecie tłum, przy czołach czoła,
      a on rzuca bas i ma w oczach blask i głośno woła:

      „SPOKÓJ ORKIESTRA!!!
      Teraz... dla sympatycznej panny Krysi...
      z turnusu trzeciego... ode mnie...
      Panno Krysiu... kocham panią!... Wszystko..."

      Ha ha ha ha ha ha ha ha!!! Co to się działo, co się działo!
      Uzdrowiska pół ze śmiechu sie skręcało
      i skręciło by do końca biednych ludzi,
      gdyby wreszcie się basista nie obudził...
      Bo miewamy często głupie sny,
      ale potem się budzimy i:

      Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
      od sympatycznego , niewątpliwie, pana Waldka:
      "pucio-pucio"!

      JESZCZE W ZIELINE GRAMY


      Przez kolejne grudnie, maje
      Człowiek goni jak szalony
      A za nami pozostaje
      Sto okazji przegapionych
      Ktoś wytyka nam co chwilę
      W mróz czy w upał, w zimie, w lecie
      Szans nie dostrzeżonych tyle
      I ktoś rację ma, lecz przecież

      Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
      Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany
      Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną
      Jeszcze zimowe śmiecie na ogniskach wiosny spłoną
      Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali
      Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali
      My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie
      Jeszcze nie, długo nie

      Więc nie martwmy się, bo w końcu
      Nie nam jednym się nie klei
      Ważne, by choć raz w miesiącu
      Mieć dyktando u nadziei
      Żeby w serca kajeciku
      Po literkach zanotować
      I powtarzać sobie cicho
      Takie prościuteńkie słowa

      Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
      Jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia plany
      Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
      Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
      Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
      Jeszcze sól będzie mądra a oliwa sprawiedliwa
      Różne drogi nas prowadzą, lecz ta, która w przepaść rwie
      Jeszcze nie, długo nie

      Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
      Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
      I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
      Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął
      Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
      Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
      W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
      Jeszcze nie, długo nie!

      OCH TY W ŻYCIU

      Słów znowu parę skreślić muszę,
      Bo choć w tym nie ma mojej winy,
      Lecz znowu mam rozdartą duszę
      Z powodu - śmieszna rzecz - dziewczyny

      Taki byłem hardy,
      Taki byłem twardy,
      Ani mnie się o tym dotąd śniło,
      Dotąd nie wiedziałem,
      Dzisiaj zrozumiałem,
      Co to jest poezja oraz miłość.

      Że w tych sprawach to się liczy byle listek, byle śmieć -
      Pan mnie rozumie?!

      I kalendarz robotniczy może żółty kolor mieć -
      Pan mnie rozumie?!

      A gdy fruną kormorany i mgła snuje się jak dym
      W sitowia szumie,
      To mężczyzna ukochany się skojarzyć może z tym

      Pan mnie rozumie?!
      Pan nie rozumie!

      Och, ty w życiu, ty w życiu jedyna,
      Do dziewczyny tej wzdycham wśród marzeń,
      Lecz choć nie wiem, gdzie leży przyczyna,
      Ja się jej z tym raczej nie kojarzę

      Ta poezja mnie przesłania wokół cały świat, i wiem -
      Pan mnie wyczuwa?!

      Że nie musi się z mieszkaniem czy z mieszkaniem kończyć dzień -
      Pan mnie wyczuwa?!

      Że to jest brutalny krzyk, przeboju gwizd, banału brak
      I ptak, co fruwa...
      I z tym wszystkim ten kochany się kojarzy - niech go szlag!

      Pan mnie wyczuwa?!
      Pan nie wyczuwa!

      Och, ty w życiu, ty w życiu jedyna,
      Do dziewczyny tej wśród marzeń wzdycham,
      Lecz choć nie wiem, gdzie leży przyczyna,
      Ona wciąż mnie nie chce i odpycha!

      Ona nie ma tych skojarzeń, czemu nie ma - nie wiem sam! -
      Pan to przyswaja?!

      A ja świat intymnych marzeń - jak mężczyźni inni - mam -
      Pan to przyswaja?!

      Czasem myślę, że to wszystko jest już blisko, jest tuż,tuż,
      Świat mnie upaja
      A po chwili sen mój pryska, nie kojarzę się i już!

      Pan to przyswaja?!
      Pan nie przyswaja!

      Och ty w życiu, ty w życiu jedyna,
      Och ty dolo, och dolo ty mojaż,
      Sympatyczna, liryczna dziewczyno,
      Skojarz ty mnie sobie wreszcie, skojarz

      Och ty w życiu, ty w życiu jedyna,
      Och ty dolo, ty dolo, ty dolo...

      OGRZEJ MNIE

      Dzień, czy noc, czy to skwar czy
      też mróz, jednaka treść
      nieodmiennie rozbrzmiewa w tej piosence:
      Memu ciału wystarczy
      trzydzieści sześć i sześć,
      mojej duszy potrzeba znacznie więcej,
      Memu ciału wystarczy
      coś wypić i coś zjeść,
      trochę pospać na boku czy na wznak
      i nasz cud gospodarczy
      zapewnia mi to, lecz
      moja dusza niezmiennie prosi tak:
      Ogrzej mnie,

      wierszyku pełen cudowności,
      wspólniku mojej bezsenności
      ogrzej mnie, ogrzej mnie!
      Rozżarz mnie
      niedokończona zdań wymiano,
      cudowna kłótnio, w pół urwana
      rozżarz, rozżarz mnie!
      Ach, życie ogrzej rozpal duszę mą, bo skona,
      do stu, do dwustu, do tysiąca, do miliona,
      wsłuchaj się w duszy mej prośby
      natarzcywe:

      Chcę mieć gorączkę! Give me fever!

      rozpal mnie,
      blada kuzynko Melpomeno,
      jedną zagraną dobrze sceną,
      rozpal, rozpal mnie,
      Ogrzej mnie,
      świecie utkany z głupich marzeń,
      akordeonie w nocnym barze,
      ogrzej, ogrzej mnie!

      A świat na to powiada:
      normalny duszy stan,
      to nie musi być stan podgorączkowy,
      pana trzeba przebadać,
      przedsięwziąć jakiś plan
      by te bzdurne problemy raz mieć z głowy!

      Kombinują, badają
      czy pies to, czy to bies,
      a mej duszy radości ciągle brak,
      po staremu nadaje uparte SOS,
      po staremu codziennie błaga tak:

      Ogrzej mnie,
      zażarta na ten świat niezgodo,
      z którą rozstałem się tak młodo
      powróć, ogrzej mnie!
      Rozżarz mnie
      chwilo szaleństwa i radości
      mej tożsamości, niezmienności
      dowiedź - rozżarz mnie!

      Mój świecie rozpal duszę moją aż do końca,
      mój świecie zamień duszę mą w cząsteczkę słońca,
      niech świeci w mroku, niech rozjaśnia dni parszywe
      chcę mieć gorączkę! Give me fever!

      Rozpal mnie,
      słonecznikowa kresko krzywa,
      złota Van Gogha perspektywo
      rozpal, rozpal mnie
      Ogrzej mnie
      miłości, której nie znam jeszcze
      z wiosennych bzów liliowym deszczem
      przyjdź i ogrzej mnie!

      ŻAL MI NADZIEI

      Żal mi nadziei, co się nie spełniły
      żal białych płatków, co pomknęły w dal,
      żal mi tych dziewczyn, które się spóźniły
      na karnawału najpiękniejszy bal

      Żal mi okazji, które zmarnowałem
      przez chwile tremy, co dopadła mnie,
      żal mi tych listów, których nie wysłałem,
      podpisywanych: miła kocham cię
      Dlatego przeżyć chcę do cna
      to wszystko, co mi życie niesie,
      gdy młoda wiosna bzami gra,
      gdy się zapala wczesna jesień

      By nie żałować wierszy niespełnionych,
      nie minąć nuty, która szuka słów
      i dotknąć białych ramion wyrzeźbionych
      w światłości, która nie powróci znów...

      Żal mi nadziei, co się nie spełniły
      żal wczesnej wiosny, gdy dojrzewa liść,
      żal mi tej drogi, którą mgły spowiły,
      którą w nieznane nie umiałem iść

      Żal mi tych losów, których nie kupiłem
      a przecież wygrać mógłby każdy z nich,
      żal mi tych włosów, których nie tuliłem
      i nawet dostrzec nie umiałem ich
      Więc chcę do bólu przeżyć to
      co jeszcze z życia mi zostało,
      żeby wspominać było co
      żeby się nic nie zmarnowało

      By czas jaskrawy dognać i przegonić
      żeby nie stchórzyć, nie pójść drogą złą
      i aby jednej chwili nie uronić
      z wielkiej podróży, w której jestem wciąż

       

      ...żeby wspominać było co, żeby się nic nie zmarnowało... pamiętajmy o Wojtku Młynarskim...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      sobota, 18 marca 2017 14:16
    • "Właśnie przeczytałam..."

      Witam,

      160424352x500

      I jak zwykle w tym miejscu zachęcam do czytania. Tym razem polecam książeczkę z pozoru niepozorną, zowie się „Ulica Abrahama”
      i jest autorstwa Joanny Łukowskiej. O dziwo P. Joanna jest z wykształcenia matematykiem, ale już od paru dobrych lat para się pisarstwem  do magazynów kobiecych i twórczością niezależną. Debiutowała romansem  „Nieznajomi z parku” opublikowanym pod pseudonimem Joan Bowen, ale coraz częściej sięga do  fantasy i opowiadań dla dzieci. „Ulica Abrahama” nie jest ani jednym, ani drugim, a tym bardziej trzecim. Zatem jest powieścią wyjątkową, chociaż w istocie bardzo prostą historią życia niejednego  Abrahama Zimmermana, który wbrew niechęci środowiska ośmielił się mieć marzenia i odwagę, by je zrealizować. Ta swoista powiastka filozoficzna, czy można by rzec przypowieść  zachwyca, wzrusza, a przede wszystkim skłania do refleksji. Zwraca uwagę uważnemu czytelnikowi, że to świat wartości, a nie rzeczy  nadaje sens naszemu życiu, wiedzie nas właściwą drogą, czasem doprowadzając do własnej Ulicy Abrahama. Pokazuje jak ważni dla nas są spotykani, być może przypadkiem, albo i nie, bo któż to wie na pewno, mądrzy ludzie, którzy uczą nas świata, motywują nasze działania, uskrzydlają  nasze marzenia i wreszcie gdy dorastamy do ich realizacji, usuwają się w cień dając szansę nowemu. „Ulica Abrahama” pokazuję, że życie nie jest proste, ale mając pasję, jasno wytyczony cel
      i odpowiednich ludzi wokół siebie można nadać mu sens, który czyni człowieka szczęśliwym. A przecież o to w życiu chodzi!  -  rzekła poszukująca pasji, celu i oczekująca szczęścia Wasza Bibliotekarka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      sobota, 18 marca 2017 12:20
  • czwartek, 09 marca 2017
    • Kącik POEtronowy.

      Witam i radośnie zapraszam słowami Marka Grechuty :

      „Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
      Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
      Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
      Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty
      Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty”

      do wiosennego poetyzowania.  Albowiem wiosna to najpiękniejsza z pór roku i jak żadna inna  nie wzbudza tylu pozytywnych wzruszeń. Fenomen wiosny, przebudzenia się natury, fascynował poetów wszystkich epok i wiosna pozostaje niewątpliwie najczęściej opiewaną porą roku. Wielu poetów wykazuje szczególne upodobanie do tej części kalendarza. Na przykład  Leśmian, to przede wszystkim poeta wiosny i lata, z kolei Julian Przyboś ze wszystkich pór roku nieomal wyłącznie ukochał wiosnę, co pozostaje w całkowitej zgodzie z jego ogólnym, optymistycznym poglądem na świat, równie wrażliwi na uroki wiosny pozostawają Staff, Iwaszkiewicz, Tuwim, czy Wierzyński. Zresztą, którz z nas zwykłych zjadaczy chleba, wiosną nie bywa poetą! Zanim jednak rozwiniemy się poetycko, oddajmy głos tym , którzy  przeszli do historii literatury, bądź są już w drodze.



      Leopold Staff : WIOSNA

      Siedzę w ogrodzie.
      Wszystko jest stare odwiecznie.
      Słońce, drzewa, kwiaty.
      Tylko ja jestem młody,
      jak własny wnuk,
      Jak wielu wnuków,
      Bo jest ich tłum.
      Śmieją się ze mnie.
      Ja też.

      Ewa Lipska : TEGO ROKU

      Tego roku wiosna zaskoczyła nas wszystkich
      - jak rzeka niedorzeczna nas obeszła.
      Tego roku wiosna zaskoczyła nas wszystkich
      - tak nagle po piętrach się rozeszła.

      Przedwcześnie dojrzała
      dzieci deprawuje

      Maria Pawlikowska-Jasnorzewska : WIOSNA

      W parku, wokoło jakiegoś nudnego popiersia,
      zakwitły bzy jedwabne, ciężkie – cała Persja!
      Posąg szepce do siebie: Bzy kwitną. Jestem wieszcz.
      Żałuję bardzo. Czego? Wiosno, ty już wiesz …

      Rafał Wojaczek : BYŁA WIOSNA, BYŁO LATO

      Była wiosna, było lato, i jesień, i zima
      Był poeta, co sezony cierpliwie zaklinał


      Na mieszkanie i na miłość, na trochę nadziei
      Na odrobinę ode klęski, oddalenie nędzy


      Na ojczyznę, tę dziedzinę śmierci niechybionej
      Na jawną różę uśmiechu pięknej nieznajomej


      Na prawo ważnego głosu, na wiersz nie bez echa
      Na Księgę, która by mogła nie zwać się gazeta


      Na dzień dobry, na noc cichą, na sen, nie na koszmar
      Na matkę, na ojca, wreszcie i na litość Boga


      Ale choć się wierszem wolnym trudził albo rymem
      Sennym szeptem, pełnym głosem, rozpaczliwym krzykiem


      Wiosna przeszła, lato przeszło, i jesień, i zima
      I poeta nie zaklina ale już przeklina

       

      Mieczysław Jastrun : Z WIOSNĄ

      Nie wiersze rosną – rosnę ja
      Zachwytem, gniewem, niepokojem.
      Nie wiem, daleko mi do dna,
      I wszystko dawne – już nie moje.

      W otwartym oknie. Czuby wierzb
      Chylą się w wietrze. Idzie burza.
      Z jej warg wydętych ciepły szept
      Ucisza ptaki, kwiaty zmruża.

      Ja – z wiosną. We mnie rośnie świat
      Z milczenia. I gdy wy mówicie:
      „To nic nowego”, „To deszcz spadł”,
      „To idzie burza”, dla mnie – życie.

      Zachęcam do pisania, a już na pewno do czytania poezji, bez względu na porę roku. Wasza Bibliotekarka - wiosennie nastrojona!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 marca 2017 17:04
  • piątek, 17 lutego 2017
    • MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KOTA ( 17 LUTEGO)

      Od 2013 roku obchodzimy w naszej bibliotece Dzień Kota, który przypada na 17 lutego. Z tej okazji Dział Dziecięcy we współpracy z Mediateką zorganizował w bieżącym roku  Tydzień Kota od 13 do 17 lutego, żeby przyjąć wszystkie klasy pierwsze i drugie Szkoły Podstawowej nr 14.

      Imprezy odbywały się w bibliotecznej galerii.

      Na wstępie była prezentacja slajdów dotyczących historii Herberta kota z kluczy, potem dzieci usłyszały opowiadanie o kocie, następnie rozwiązywały quiz „Czy znasz te koty?”, wyklejały kontur kota- była to praca zbiorowa całej klasy , a na zakończenie obejrzały film o Filemonie i Bonifacym. Oto foto relacja z naszych spotkań;

       

      13_I_i_14_IIA

       

      14_IIA_i_15_II_C

       

      16_IIB_i_17_IID

       

      Do zobaczenia 23 października na trzecich urodzinach kota Herberta

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czytelnia123
      Czas publikacji:
      piątek, 17 lutego 2017 15:16

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny